Postanowiłem, że o tym nie będę pisał bo to tak oczywiste, że szkoda klawiatury. A poza tym nie wypada i łatwo się narazić na zarzut, że jest się tanim zazdrośnikiem. Przyznaję gdybym ja wygrał milion i gdyby ktoś mi powiedział to, co napiszę poniżej to... oczywiście posłałbym go na drzewo. No coż, jedno niedotrzymane postanowienie mniej jedno więcej, co za różnica.

 

   Zapewne dzisiejszy milion złotych wskutek inflacji od tego sprzed 10 lat jest znacznie mniej warty. Całkiem sprawiedliwie bo i pytania są o wiele prostsze.

 

   Tak się składa, że tak pół żartem pół serio wysłałem zgłoszeniowy sms. Po kilku mięsiacach do mnie oddzwonili zadali kilkanaście pytań. Bez fałszywej skromności jestem niezły z wiedzy ogólnej, ale nie poszło mi najlepiej bo pytania eliminacyjne nie były wcale proste. Potem zachodziłem w głowę jak to jest, że ludzie, którzy odpowiadją na większość tych pytań są potem absolutnie niezdolni do wygrania miliona. Hm, może w rekrutacji liczyło się zupełnie coś innego?

   Aktualne odcinki "Milionerów" są mówiąc najłagodniej grubymi nićmi szyte. Pytania na ogół są bardzo proste, a żeby podnieść spadającą oglądalność dodano koło i trąbiono o sukcesie ile sił byle grupa docelowa zmobilizowała się na niedzielne popołudnie i zapewniła przychody z reklam.

 

   No i same pytania. Wielu widziało więc nie ma się co rozpisywać. Poziom ich trudności był bardzo wysoki, ale tylko dla kogoś mocno cierpiącego na amnezję.

 

  Zdaje sobie sprawę, że czasy na przykład "Miliarda w rozumie" nie wrócą, zdaje sobie sprawę, że nawet powtarzające się pytania w "1z10" są za trudne dla przeciętnego widza i program trzeba zrzucić z anteny więc daje się go to tu to ówdzie byle słabą oglądalnością uzasadnić zakończenie nadawania. Tak, zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę, ale mimo wszystko kiedy dzisiaj zobaczyłem "Milionerów" to radość z tego, że ktoś wreszcie wygrał była zdecydowanie mniejsza niż dominujące uczucie żenady.

I niech Czesław zagra jakąś pasującą smutną melodię na... ksylofonie. Pasuje do nastroju.